Wolny rynek – dlaczego Polacy się go boją?

Podziel się:
wolny rynek

Działając w partiach propagujących wolny rynek, początkowo w Kongresie Nowej Prawicy, a później po rozłamie tegoż w partii KORWiN, wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniem odbiorców moich działań, że cytując: „poglądy to mamy dobre, ale nie są możliwe do zrealizowania”. Gdy udało mi się z taką osobą nawiązać polemikę, reakcje i argumentacja bywały różne, ale stanowcza większość powtarzała, że ludzie nie są gotowi na wolny rynek. Po wielu dyskusjach z osobami o skrajnie różnych poglądach, statusie społecznym, wieku, czy wykształceniu dochodzę do wniosku, że mogą mieć nieco racji. Ale czy oznacza to, że należy się zniechęcić?

Każdy przechodzi ewolucje swoich poglądów. Nasz odbiór świata i proponowane rozwiązania na naprawę otoczenia zmieniają się niejednokrotnie w ciągu krótkiego czasu, a w szczególności w okresie około dwudziestego roku życia. Jedni przechodzą tę ewolucję wcześniej, inni nieco później i jest ona uwarunkowana otoczeniem w jakim mamy możliwość przebywać. Wiadomym jest, że człowiek z niższych warstw społecznych, który w domu widział trudności finansowe, rzadziej będzie miał odwagę by inwestować i się rozwijać. Mówię tu oczywiście o statystyce, bo znam osoby, które mimo takich trudności prą naprzód, by swój byt poprawić. Jednak zdecydowana większość po pewnym czasie zniechęca się przez różne czynniki. Osoby te nie mają presji, którą na pochodzących z rodzin nieco bogatszych często wywierają rodzice, czy krewni.

Jednak wśród młodych tzw. myśl wolnego rynku funkcjonuje znacznie częściej, niż u osób w średnim wieku. Osoby te same wypracowały swój stan posiadania, będąc przez całe swoje życie zawodowe usytuowanym w ramach państwa ingerującego w życie prywatne. Był to początkowo socjalizm, który krępował rozwój osobisty w płaszczyźnie własnej działalności bądź system obecny, który mimo zdecydowanie mniejszych obostrzeń wciąż w pewien sposób ingeruje na polu fiskalnym, czy prawnym. To wiele osób odstrasza od odważnego kroku podjęcia działalności na własny rachunek, a przede wszystkim od możliwości poznania prawdziwych realiów wolności gospodarczej.

Ciekawe zjawisko można było zaobserwować, gdy rozpoczęły się piłkarskie mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Stacja Polsat, która wykupiła prawa do transmisji wszystkich meczów EURO 2016, zakodowała większość sportowego widowiska udostępniając dla ogółu jeden mecz dziennie i wszystkie mecze naszej reprezentacji. Część kibiców pokazała tu swoją niezbyt przyjemną twarz krytykując w niewybrednych słowach tego typu działania. Oczywiście każdy ma prawo do bojkotu konsumenckiego, ale czym innym jest bojkot, a czym innym roszczeniowa postawa mająca na celu krytykowanie tego typu działania prywatnej stacji. Nie ma się co dziwić Polsatowi, bo przecież za prawa do transmisji musiał zapłacić grube pieniądze, a do tego zapewnić profesjonalne zaplecze, jak komentatorzy, logistykę transmisyjną itd. Nikt nie da nikomu niczego za darmo i jak widać część Polaków nie jest w stanie tego zrozumieć. Ot, przyzwyczailiśmy się, że bez przeszkód mecze były w publicznej telewizji i nie możemy zrozumieć tej zmiany.

Jeden z moich rozmówców kiedyś powiedział, że Polacy są mentalnymi komunistami, a wolny rynek jest w naszym kraju niemożliwy do osiągnięcia. Gdy zapytałem go, dlaczego tak twierdzi odparł, że gdy zapytamy statystycznego Polaka o hipotetyczną sytuację przejściowych problemów finansowych, ten odpowie że w takim przypadku powinna mu pomóc rodzina. To miało mnie przekonać, do twierdzenia, że Polacy zawsze liczą na innych, a nigdy na siebie. Bardzo dużo mówi się o nieprawdziwych sondażach opinii publicznej. Są one skonstruowane właśnie w taki sposób, jak powyższe twierdzenie, bo zadają pytanie, które już w pewien sposób daje nam odpowiedź. Według mojego rozmówcy prawdziwy kapitalista powinien powiedzieć, że poradzi sobie sam. Jest to prawda, bo każdy powinien polegać przede wszystkim na sobie, jednak pytanie o sytuację gdy mamy trudności finansowe samo generuję wskazówkę, że sami przez pewien okres sobie nie radzimy. Tu jasne wskazanie, że skoro nie my to ktoś być może będzie w stanie nam pomóc. Jeżeli ktoś będzie mógł to zrobić, to najpewniej rodzina, bo nie chodzi tu o powinność z jej strony, a raczej o dobrowolną pomoc.

Kolejnym przykładem jest zdanie, które kiedyś podpowiedziała mi znajoma, a sama znajdując wskazówkę od Kamila Cybulskiego z fundacji ASBiRO. Twierdzi on, że gdy zapytamy Polaka o to, czy chciałby zniesienia ZUS-u, ten bez zastanowienia potwierdzi, jednak jeżeli powiemy, że w takim razie od jutra nie ma obowiązkowej składki na ZUS i wtedy zapytamy o reakcję, to uzyskamy zwątpienie. Bo co z emeryturą i służbą zdrowia, trzeba będzie płacić samemu? To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie, z którym akurat zgadzam się z własnego doświadczenia.

Moim zdaniem „nauczenie” Polaków kapitalizmu w pełnej krasie, to proces długofalowy. Musi nastąpić, niestety, wymiana pokoleniowa. Nie wiem tylko, czy wystarczy jedno pokolenie. Świadomość pracy na własny rachunek jest w naszym kraju coraz większa, lecz wciąż nie wystarczająca. Pokazują to zarówno wyniki wyborów, jak i rozmowy z potencjalnymi wyborcami. Nie można się jednak zniechęcać do działalności propagującej wolny rynek. Zmiany trwałe zawsze buduje się od podstaw. Powinniśmy mieć nadzieję, że zmiana ta będzie właśnie zmianą trwałą i oby możliwie najszybszą.

Podziel się: