Dlaczego rząd nie ma prawa działać na korzyść gospodarki?

0
Podziel się:
rząd

Zapewne wiele razy, drogi Czytelniku, słyszałeś z ust swojej matki (lub ojca), stwierdzenie, że „na świecie nie ma nic za darmo”. Być może, wiele razy zastanawiałeś się, dlaczego wiele lat temu Twoi rodzice mogli utrzymać z powodzeniem Ciebie i Twoje liczne rodzeństwo. Być może, pamiętasz czasy, gdy za dwa złote mogłeś kupić tanią oranżadę, chrupki Maczugi, gumę do żucia, papierosa i sezamki, a teraz za tą samą kwotę ledwo „styknie” Ci na tymbarka, lub puszkę napoju gazowanego. Logika podpowiada, że skoro technologia idzie wciąż do przodu, koszta produkcji powinny tanieć i pozwalać opaść cenom w sklepach.

Niezależnie od tego co myślisz, właśnie znalazłeś się w dobrym miejscu do wyrwania się z letargu, z pełnego obłudy snu, że rząd może dobrze opiekować się gospodarką, musi jedynie nie kraść i znać się na tym. Bo niestety muszę cię zaskoczyć, ale jest to niewykonalne. Nie z takiego powodu, że rządzą nami złodzieje, lub nie potrafią się tym zajmować. Przyczyna jest o wiele prostsza i niezależna od ludzi na stanowiskach – każda ingerencja rządu w gospodarkę, jest dla niej szkodliwa. Być może ciężko Ci w to uwierzyć, ciężko przyjąć do wiadomości, że nawet najlepszy ekonomista, najuczciwszy, bogobojny obywatel szkodziłby finansom państwa rządząc tym krajem. Niestety tak jest z definicji i czystej logiki, co spróbuję Ci przystępnie wytłumaczyć.

Mam nadzieję, że wiesz już, że cały budżet państwa to pieniądze zebrane z podatków, a dodruk pieniądza w niczym nie pomaga, a jedynie szkodzi nam wszystkim. Wyobraź sobie zatem, że rząd chce stworzyć tysiąc miejsc pracy w jakimś mieście, na potrzeby tej historii nazwijmy je Pracusiowem. W tym celu stworzył nowy podatek, jednak nie chciał nim bezpośrednio dotykać obywateli. Nałożył zatem podatek na największe firmy, dzięki czemu zebrał bardzo dużo pieniędzy. Producent mleka i nabiału, PracusioMlek, musiał oddać rządowi około dwa miliony złotych. Podatek zapłaciło od groma firm w całym kraju, ale zauważmy, że płaci go również firma, znajdująca się w mieście, któremu rząd chciał pomóc.

Rząd postanowił wydać na pensje dla nowych pracowników właśnie dwa miliony złotych, aby każdy pracownik dostał 2000zł brutto. Rząd nie wziął ani złotówki dla siebie z nowego podatku, uczciwie przeznaczył pozyskane pieniądze na tworzenie nowych miejsc pracy w wielu polskich miastach, rozszerzając swój początkowy plan na całą Polskę.

W Pracusiowie rząd nakazał otwarcie nowego wydziału w Urzędzie Miasta, w którym zatrudnił dwustu pracowników. Czterystu pracowników zostało zatrudnionych do remontowania ulicy Pracusia i placu w okolicy centrum miasta, a kolejne czterysta zajęło się budową dróg rowerowych na przestrzeni całej miejscowości.

Można tutaj wyciągnąć następujące wnioski: tysiąc bezrobotnych mieszkańców Pracusiowa znalazło pracę, a bogata firma zapłaciła spory podatek. Redystrybucja dóbr zadziałała, miasto ma teraz mniej bezrobotnych. W tym miejscu typowy socjalista zakończyłby swoją przemowę, prezentując program walki z bezrobociem przygotowany dla swojej partii.
Gdy jednak zechcemy przyjrzeć się faktom, okaże się, że to tylko 1/3 skutków polityki rządu. Czym są zatem dwie pozostałe części tej układanki?

Po pierwsze, dwa miliony złotych, które straciła firma PracusioMlek, spowodowała zwolnienie części ich pracowników, oraz obniżenie pensji pracownikom. Ponieważ firma ma ogólnopolski zasięg, musi prowadzić ją ktoś ambitny i sprytny. Zarząd żadnej firmy nie będzie bezczynnie godził się na jej straty, więc podjęto właśnie takie decyzje. Pracownicy zarabiają mniej, oraz pojawiło się wiele nowych bezrobotnych.

Gdy zatrzymamy się tutaj, zauważymy już, że rząd nie zrobił niczego dobrego, ale też nie wyrządził większej szkody: po prostu dokonał redystrybucji siły pracy człowieka, tworząc nowe miejsca pracy, kosztem starych miejsc pracy.

Jednak musimy także zauważyć negatywne skutki tej polityki – i to jest właśnie ta trzecia część drogi do pojęcia prawdy o polityce rządowej (pochwała, obojętność, krytyka). Jakie są zatem złe skutki rządowej walki z bezrobociem w Pracusiowie?
Po pierwsze: pracownicy którzy pozostali w firmie, nie dość, że mają niższe pensje, muszą także przejąć obowiązki zwolnionych pracowników. Będą pracować więcej, za mniejsze pieniądze, bo jak już wspomniałem, żadna firma nie pozwoli sobie na straty.
Po drugie: pracownicy firmy PracusioMlek (jak i wielu innych firm) oprócz tego, że w zespołach czynili pracę łatwiejszą (gdyż była ona rozłożona na więcej osób), produkowali przydatne dobra, czyli przepyszne produkty, z których korzystali konsumenci. Teraz nie wiadomo czy firma utrzyma podaż produktów przy niższej ilości pracowników, ale to jeszcze nie jest najgorsze. Nowo zatrudnieni pracują w zbędnym urzędzie, który nie musiałby powstać, gdyby nie polityka rządu. Nie produkują żadnych dóbr i nie przyczyniają się ani do rozwoju gospodarczego, ani do poprawy życia mieszkańców miasta. Do całej operacji, rządowej którą wymyśliłem na potrzeby tej historii, nie dodałem także kosztów takiej polityki rządu: całą tą redystrybucją, nowymi podatkami i „tworzeniem” miejsc pracy musieli zająć się kolejni urzędnicy, którzy również żyją z naszych podatków. Pieniądze zatem zostają podwójnie zmarnotrawione przez rząd.

Dojdźmy zatem do prawdziwych wniosków: rząd nie może stworzyć miejsc pracy, tak samo jak nie rozdaje pieniędzy „za darmo”. Każda taka akcja rządu, to jedynie przesuwanie kapitału z miejsca na miejsce, z zagrożeniem, że po drodze zostanie on rozkradziony, albo u celu skonsumowany przez nic nie wnoszących urzędników.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż rząd, aby zostać ponownie wybrany, musi spełniać zachcianki obywateli. Co prawda straci wielu wyborców, którzy ucierpią na nowych podatkach, ale do opinii publicznej szerzej przedrze się promowany fakt, że rząd jakieś miejsca pracy „stworzył”. Po drugie, rząd ma teoretycznie nieograniczony budżet, nie musi więc patrzeć na gospodarkę jak na swój portfel, będąc nastawionym na zysk. Rząd nie zna pojęcia ryzyka, ponieważ nie odpowiada za swoje decyzje. Za nie odpowiadają podatnicy, więc pojęcia zysku i straty są mu obce.

Sektor prywatny zawsze będzie nastawiony na zysk, więc jego decyzje będą trafniejsze, a pracownicy bezpieczniejsi. W końcu firma zawsze dąży do zysku, a przy odpowiednio dużych dochodach, można podnieść pensje pracownikom, ponieważ mają już doświadczenie i są cenni, zbyt cenni, aby przeszli do konkurencji. PracusioMlek mógłby rozwijać się jeszcze mocniej, gdyby nie nałożone na niego podatki, dzięki czemu w przyszłości mógłby otworzyć nowe fabryki, lub zając produkcją nowych rzeczy. Każde tego typu działanie tworzyłoby nowe miejsca pracy, które byłyby po pierwsze potrzebne, a po drugie nieopłacone niczyim niechcianym kosztem. Bo musimy pamiętać, że firma podatek płaci mimowolnie, zaś klienta nikt nie zmusza do kupowania produktów PracusioMlek: jeśli są dobre i tanie, klient się skusi. Zatem: rozwój firmy zawsze tworzy nowe miejsca pracy, lub poprawia stan już istniejących, zaś do rozwoju firmy niezbędne jest przekonanie klientów do siebie tanim i dobrym produktem.

Taka jest właśnie różnica między sektorem prywatnym, a państwowym. Każde działanie prywatnych firm przynosi pozytywny skutek dla ogółu poziomu życia i zadowolenia ludzi, lub skutkuje upadkiem danej firmy. Upadek firmy to nic złego: ludzie nie potrzebują słabego towaru. Konkurencja – gdyby nie obciążenia podatkowe – szybko załatałaby dziurę i przejęła biznes, a wraz z nim pracowników.
Każde zaś działanie rządowe jest w najlepszym wypadku neutralne dla gospodarki, a w zdecydowanej większości mocno szkodliwe.

Tymi słowami kończę tą krótką historię, mam nadzieję, że umili Wam popołudniową kawę, tak jak mi umiliło jej pisanie. Zapraszam na fanpage OdbudowyRP oraz na mój prywatny kanał na YouTube. Pozdrawiam.

Podziel się: