Inflacja – czyli dlaczego tak naprawdę jesteśmy biedni.

4
Podziel się:
aaaa

Wielu z nas, niestety nie tylko dzieci, ma mylne pojęcie na temat prawdziwej natury pieniądza. Raczej nikt z nas nie traktuje go odpowiednio i nie uważa go za to, czym jest naprawdę. Otóż pieniądz jest towarem, niczym innym. Każdy grosz, który nosimy w portfelu lub mamy na koncie, jest równowartością zmiennej ilości usług lub dóbr, na które go możemy wymienić.

Mówiąc bardziej dosłownie, pieniądz jest zamiennikiem, poręcznym, zajmującym mało miejsca towarem i udogodnieniem dla usług. Jeśli ktoś z nas posiada firmę, która produkuje bułki i powiedzmy chcemy kupić naszemu dziecku rower, nie znajdziemy raczej osoby, która weźmie od nas na zmarnowanie kilka tysięcy bułek mogące pokryć wartość roweru. Mamy jednak możliwość wymiany ich na pieniądze, by następnie kupić upragniony rower. Tym krótkim wstępem chciałem uświadomić nam wszystkim prawdziwą rolę pieniądza, gdyż kolejna część felietonu odkryje przed Tobą drogi czytelniku  jeden z największych przekrętów ludzkości.

Teraz powiedzmy wprost czym jest inflacja. Otóż inflacja to zbędny, nagły wzrost ilości pieniądza w obiegu, skutkujący obniżeniem jego wartości nabywczej (co objawia się m.in. wzrostem cen). Wytłumaczę poniżej ten proces, oraz dobitnie przedstawię jego skutki. Zacznijmy od prostego przykładu:

Wyobraźmy sobie, że znaleźliśmy w piwnicy dawno zaimportowany przez naszego ojca karton papierosów. Pomijając fakt opodatkowania ich sprzedaży, mamy ich dużo i możemy je sprzedać poniżej wartości detalicznej, powiedzmy za 6-7 złotych za sztukę.  Sprzedając je szybko – to i tak dla nas będą to „pieniądze z nieba”. A gdybyśmy znaleźli jedną paczuszkę (o ile nie palimy) prawdopodobnie odsprzedalibyśmy ją za 12-13zł. Szanując pieniądz, nie pozbylibyśmy się paczki papierosów w cenie niższej, niż cena hurtowa.

Tak samo jest z pieniędzmi, które też są towarem. Gdy pieniędzy jest za dużo, rosną ceny towarów, działa to w stu procentach identycznie. Przedsiębiorca, usługodawca, czy jakikolwiek inny podmiot/osoba która zajmuje się finansami danej firmy, odnotowuje większy popyt na towary i usługi, z powodu tego, że ludzie mają więcej pieniędzy. Oczywistą zasadą rynku jest to, że gdy rośnie popyt, można w pewnym stopniu podnieść ceny. Ceny rosną, a klienci z większą ilością pieniędzy i tak mogą sobie na nie pozwolić. Na pierwszy rzut oka wynika z tego, że kupujemy tyle samo, tylko więcej wydając, ale koniec końców nic się nie zmienia. Taką tezę postawiłby początkujący ekonomista. Ekonomista który zauważy wszystkie skutki inflacji, stwierdzi (słusznie) że kupujemy o wiele mniej. Dlaczego? Otóż, po pierwsze – dodrukowane pieniądze nie trafiają do wszystkich po równo (np. niektórzy dostaną 500zł na dziecko, a inni stracą płacąc na to podatki i nie mając dzieci; niektórym z powodu wyższej płacy minimalnej urosną dochody, a niektórzy w ogóle nie dostaną pracy lub ją stracą, gdyż ich umiejętności nie są warte płacy minimalnej). Po drugie, żadna spółka nie pozwoli sobie na straty i wzrost cen nie będzie kompatybilny z napływem gotówki – będzie wyższy. Po trzecie, towar zanim trafi na półki, wychodzi z fabryki, trafia do hurtowni i dopiero potem do sklepu. Fabryka, hurtownia i sklep to aż trzy podmioty które podnoszą ceny, a klient jest jeden. Dodatkowo, same koszta produkcji w fabrykach, czy droższe ceny paliw potęgują wzrost cen, gdyż przedsiębiorcom wszystko musi się zwracać. Jaki jest tego skutek? Kiedyś puszkę pepsi mogliśmy kupić za niecałą złotówkę, dzisiaj w niektórych sklepach płacimy dwa razy tyle. Oczywiście ta złotówka to nie jest dużo, ale ceny rosną w prawie wszystkich sektorach towarów i usług. Z tego właśnie powodu robotnik potrafił kiedyś utrzymać żonę i czwórke dzieci, a dzisiaj dwójka pracujących rodziców ma problem ze spełnianiem podstawowych zachcianek dzieci, takich jak zabawa.

To tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie medalu są oszczędności i inwestycje. Jeśli kiedyś odłożyliśmy sobie kilka tysięcy, to dziś, lub za parę lat, kupimy za nie o wiele, wiele mniej, niż kupilibyśmy w momencie odłożenia pieniędzy. Ale o długofalowych skutkach inflacji powiem w dalszej części artykułu, na razie starczy, że z grubsza wiemy o natychmiastowych . To wszystko jest bardzo oczywiste, fundamentalne prawa rynku nie podlegają dyskusji.

Otóż są instytucje, które wiedzą to najlepiej. Które specjalizują się w pieniądzu jak w niczym innym. I mimo tego powodują tę inflację, zbędny wzrost ilości pieniądza w obiegu, robią to celowo, notorycznie i to w ilościach liczonych w miliardach – banki.

Banki na świecie mają możliwość kreacji pieniądza poprzez dług. Jak to działa? Gdy drogi czytelniku idziesz do banku i dokonujesz potencjalnie nierealnej pożyczki na kilka milionów złotych, bank pożycza ci nieistniejące pieniądze. Tak, nieistniejące. Są to jedynie cyferki na koncie, niemające żadnego pokrycia w banknotach (jest to tzw. pieniądz bezgotówkowy). Bank nie posiada tych pieniędzy, tak jak nie posiada prawie wszystkich innych, które ludzie mają na swoich kontach. Dlatego też tzw. „run na banki” jest dla banków niebezpieczny, gdyż obnaża ich brak szacunku do cudzych depozytów i powoduje ich bankructwa. Mówiąc bardziej profesjonalnie, banki działają w systemie rezerwy cząstkowej. Deponują tylko małą część pieniędzy które im wpłacamy – w Polsce jest to 3,5% – a z reszty udzielają kredytów, zarabiając na odsetkach z pieniędzy których właścicielami nie są. Złoty biznes, w dodatku legalny, ale niestety niemoralny.
Ale wracając – bank pożycza nam cudze pieniądze, bez wiedzy ich właściciela. Co się dzieje dalej? Wprowadzamy te kilka milionów do obiegu, np. kupując za nie działkę i budując dom. Nagły napływ pieniądza do obiegu powoduje inflację – jest to pieniądz, którego nie powinno tam być. Suma „wstrzyknięta” wtedy do obiegu powinna pojawić się dopiero, gdy wypłaci je osoba, która je zdeponowała. Kredytobiorca wytwarza swoją pracą prawdziwe pieniądze, które oddaje bankowi, więc nie nadaje siły nabywczej pieniądzom, które do obiegu wtłoczył kredyt. Jest to proces bardzo skomplikowany i znani ekonomiści powtarzają, że zrozumieć go może średnio jedna na sto osób. Uświadomić jego przykre skutki możemy jednak, biorąc za przykład USA. Banki prywatne w Stanach Zjednoczonych muszą odkładać 10% zdobytych pieniędzy, a z jednego tysiąca dolarów mogą wykreować nowe dziewięć tysięcy. Wydaje się to bardziej destrukcyjne niż można to opisać i jest takie w rzeczywistości.

inflacja

Dlaczego inflacja jest tak zła? Otóż kredyty i inne akcje banków rocznie liczone są w miliardach i to naprawdę nie jest taka mała szrama dla gospodarki.

Ale pomyślmy o emerytach! O ludziach, którzy mają odłożone pieniądze prywatnie, u siebie w domu! 1000 zł sprzed wielu lat, gdy się zestarzejemy, na naszej emeryturze będzie posiadało o wiele niższą wartość! To jest ta wielka porażka, to jest nasza największa strata, wada inflacji i wina kreacji pieniądza z długu — odłożone pieniądze nie nabierają większej wartości! Co z tego, że mamy odłożone kilka tysięcy, na które pracowaliśmy miesiącami, skoro po wielu latach kupimy za nie kilka razy mniej niż kiedyś? I gdzie ta satysfakcja z oszczędności i inwestycji, gdy za paręnaście lat zarobimy kilka razy szybciej tą samą kwotę o mniejszej wartości? Czy widzisz drogi czytelniku teraz sens oszczędzania? Pieniądz który leży po prostu traci na swojej wartości. A wartość ich zaniża inflacja i kolejny temat który ma na nią wpływ, który opisuję poniżej.

Inflacje nie pogłębia tylko dług wobec banku, ale także czynności mające na celu pozbycia się rzeczonego długo. Czyli dodrukowywanie pieniędzy w kryzysowych sytuacjach (chodzi tutaj o dług publiczny, deficyt budżetu państwowego). Jest to podatek, którego nie możesz nie zapłacić. Gdy rząd emituje obligacje w skomplikowanym procesie zamieniające się na trzydzieści osiem milionów złotych, średnio straci na tym każdy Polak równo złotówkę (zakładając oczywiście, że tyle ludzi mamy w Polsce). Nie ma ucieczki od tej zasady. Żaden sklep, żaden usługodawca, żaden rozsądny przedsiębiorca nie utrzyma ceny swoich usług, gdy pieniędzy jest więcej. Chce nie tylko zarobić, często zmusza go do tego koszt cen materiałów, z których tworzy swoje produkty, wzrost cen paliwa itd. Poza tym, ów przedsiębiorca ma świadomość słabnącej wartości nabywczej pieniądza. Ludzie niestety wtedy winią sprzedawców i mówią, że są skąpi, podczas gdy winę ponoszą nie oni, a właśnie banki i politycy.

inflacja

Cena zawsze wzrośnie, jest to twarda zasada rynku, która powinna nauczyć czegoś naszych polityków i nasze banki. Bo na inflacji nie da się oszukać. Nie da się nie stracić, nie da się ominąć tego kryzysu. Nie da się sprawić, że nasza posiadana złotówka dalej będzie warta jedną puszkę coli, a nie tylko jej połowę. I nieważne ile odłożymy, bo na przekrętach banków i polityków zawsze będziemy tracić. Co gorsza, jak wyżej już wspomniałem – im więcej odłożymy, tym więcej stracimy.

Dlaczego jeszcze żyjemy i nie umieramy z głodu? Co jakiś czas systemy monetarne są przestawiane, w wyniku hiperinflacji, czy kryzysów finansowych, rządy podejmują pewne kroki dzięki którym chwilowo żyje nam się lepiej (starsi zapewne pamiętają przewalutowanie starych złotych na nowe polskie złote). Dodatkowo chroni nas postęp, gdyż technologia się rozwija i na przykład co roku obserwujemy nowe generacje telefonów, komputerów, itd, które muszą wejść na rynek i skutkują obniżeniem cen mniej zaawansowanych technologicznie urządzeń. Jednak postęp nie wystarcza i nie da się zaprzeczyć, że przeciętny poziom życia z roku na rok maleje.

Zgadzam się z panem Januszem Korwinem-Mikke, że sytuacja finansowa przeciętnej rodziny jest bardzo zła, dzięki coraz to głupszym i większym podatkom, ale nawet i Korwin-Mike zwolennik wolności i uczciwości wobec podatnika – nie wspomina o ekonomii. Nie mówi o tym żaden polityk, co jest bardzo dziwne i niezrozumiałe.

Do skrajnej biedy tak więc prowadzą prowadzą obecne socjalistyczne rządy, którym brakuje pieniędzy na programy socjalne; rządy, które pozwalają na taką samowolkę banków. Dlaczego? Dlatego, by ciągnąć spiralę zadłużenia. Kolejnymi długami spłacać poprzednie, nie dopuścić za wszelką cenę do bankructwa, zamiast przestawić i poukładać ten system monetarny, który będzie nam towarzyszyć zawsze, gdyż tylko głupcy uwierzą w utopię. A te wszystkie długi płacimy coraz większymi podatkami. To my – zwykli obywatele, przysłowiowemu bogu ducha winni, podczas gdy sama władza ma to zadłużenie bardzo głęboko w poważaniu – ich długami będzie przejmować się przyszły rząd, i rzecz jasna my (nie bezpośrednio, ale pośrednio będziemy martwić się czy starczy nam do końca miesiąca).

Na koniec jako ciekawostkę dodam, że bogaci ludzie, którzy wiedzą wszystko, o czym napisałem (i setki razy więcej) „zamrażają” swoje pieniądze np. w złocie, którego wartość z upływem lat praktycznie się nie zmienia. Dzisiaj systemy płatności i cała gospodarka opiera się na pieniądzu fiducjarnym (w sporej części niestety już niegotówkowym), a kiedyś opieraliśmy się na pieniądzu kruszcowym. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z tymi pojęciami na własną rękę – ekonomia to nie jest prosta działka, i dlatego tak często przez nas ignorowana. Choć jak wiemy, każdy by nie być oszukanym – powinien być domowym księgowym i finansowym doradcą.

Jeśli artykuł Wam się podobał, jeżeli macie jakieś sugestie i uwagi serdecznie proszę o podzielenie się nimi ze mną w komentarzu. Zapraszam również na mój kanał na YouTube – kliknij tutaj.

Podziel się:

4 comments

Leave a reply