Krym, czy Ukraińcy szykują wiosenną ofensywę?

0
Podziel się:
krym

Krym to półwysep nad Morzem Czarnym, który niedawno jeszcze należał do Ukrainy. Aktualnie Ukraina nie ma nad nim kontroli, bo w marcu 2014 roku został on anektowany przez Rosję. Dwa dni temu tutaj pojawiła się informacja o zwiększeniu ukraińskiej aktywności wojskowej w rejonie chersońskim. Mowa tu o pojazdach opancerzonych, czołgach, żołnierzach, oraz o lotnictwie. Czy jest szansa, że w stosunkowo niedalekiej odległości od polskich granic rozgorzeje na nowo konflikt wojskowy?

Wielu nie wierzyło, że wojna w Europie jeszcze kiedykolwiek może wybuchnąć. Takie stwierdzenia zawsze mnie bawiły, bo dlaczego przypuszczać, że żyjemy w jakichś niezwykłych czasach? Jednak niektórzy żyli taką ułudą, która w momencie wybuchu konfliktu ukraińskiego stała się ogromnym balastem. Coś, w co duża część wierzyła, zostało brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością i zmusiło wierzących do zweryfikowania swojego poglądu i przyznania się do błędu. Tego społeczeństwo nie lubi. Pamiętamy zapewne to uczucie, gdy dowiedzieliśmy się o wspomnianym konflikcie. Niektórzy byli święcie przekonani, że Rosjanie szykują się do starcia z Polską, a kto wie, może chcą pójść dalej na zachód? To spowodowało małą psychozę strachu, która jednak szybko minęła. Okazało się, że dla Rosji nie jest to takie łatwe, bo w obecnych czasach nie liczy się tylko siła militarna, ale również- a może przede wszystkim- dyplomacja. W rezultacie rosyjscy separatyści utworzyli Federacyjną Republikę Noworosji, a Krym został wcielony do Rosji.

Znam ludzi, którzy kochają Rosję i są w stanie zdzierżyć każde jej bestialstwo, nawet na narodzie polskim. Sądzę, że robią to w imię jakiejś subiektywnie przyjętej zasady wiernopoddańczości, która każe im wierzyć w rosyjskie zapewnienia i jakąś odwieczną rację, która pozwalała Rosji na władanie wschodem Europy właściwie od samego początku wieku XVIII, czego zwieńczeniem było dla nas podzielenie I Rzeczpospolitej pomiędzy trzech zaborców, aż do końca wieku XX, gdy rozpadł się Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jednak czy upadek Związku Radzieckiego był ostatnim podrygiem mocarstwowej Rosji? Sądzę, że nie i podobnie sądzą- niestety dla mnie- osoby chorobliwie nienawidzące Rosji. Ludzie ci, podobnie jak ci miłujący Rosję, potrafią zaakceptować wszystko, byleby „Ruskiemu” dopiec. Sporo wśród nich zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. Wielokrotnie rozmawiając z nimi, przytaczałem- skądinąd naiwne- porównanie ludobójstw. Pytałem ich, dlaczego tak nienawidzą Rosji, a kochają Ukrainę? Przecież jedni i drudzy nam, podczas wojennej zawieruchy, dopiekli. Odpowiadali, że Ukraina nie jest dla nas żadnym zagrożeniem, a Rosja wręcz przeciwnie- zagrożeniem jest. Optymiści. Przyjmowanie, że rodząca się dopiero państwowość nie osiągnie kiedyś poziomu, który będzie nam sprawiał zagrożenie, jest ignorancją. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mówili to obywatele, ale problem rodzi się, gdy podobną retorykę przyjmują politycy. I to politycy będący u władzy oraz mający sejmową większość.

Dlaczego odbiegłem nieco od tematu? Bo tak bliskie nam zagadnienie, jak hipotetyczny konflikt na Ukrainie, wymaga szerszej oceny. Ukraina w chwili obecnej nie jest państwem skonsolidowanym i faktycznie nie stanowi dla nas zagrożenia. Zagrożenie stanowić mogą (podkreślam słowo „mogą”, bo wcale nie muszą) jedynie Ukraińcy masowo przybywający do Polski, chcący u nas pracować, jednak to temat na inny artykuł. Moja dość surowa ocena ukraińskiej państwowości wynika z własnych obserwacji oraz stanowiska znanych mi osób, które Ukrainę znają znacznie lepiej od wielu Polaków, którzy starają się wpływać na politykę wschodnią. Gdy kilka lat temu byłem na Ukrainie i rozmawiałem z mieszkającymi tam Ukraińcami, nie zauważyłem w ich słowach jakiegoś optymizmu. Z całą stanowczością mówili mi, że Ukraina rozpadnie się prędzej, czy później. Zostanie okrojona terytorialnie, ale sama „ukraińskość” pozostanie, tylko na mniejszym terenie. Najciekawsze jest to, że niemal wszyscy otwarcie przyznawali, że wschodnie tereny Ukrainy w praktyce do niej nie należą, bo zamieszkują je- przede wszystkim- Rosjanie, a organem dominującym są mafie. W związku z powyższym do pomniejszenia terytorium doszło w roku 2014 i było to kolejnym powodem, który niedawno spowodował zapaść ukraińskiej dumy. Najciekawsze jest to, że pesymizm wywołał nie sam atak, ale reakcja wojsk. Regularne wojska ukraińskie dostawały baty od rosyjskich ochotników. Nie wypowiadam się tutaj, czy byli oni dozbrajani lub wspierani przez Rosjan. Stwierdzam jedynie fakt, który mocno dotknął naród ukraiński.

Skoro więc Ukraińcy nie mieli szans z ochotnikami, to czy mogą starać się o to, by Krym powrócił w ukraińskie granice? Informacje o tym wypływają, przede wszystkim, ze źródeł rosyjskich. Podejrzewam, że mają one wprowadzać niepokój i niekoniecznie nieść ze sobą prawdę. Ukrainie nie jest aktualnie na rękę kolejny konflikt, choć problemem są ochotnicze pułki, które nie do końca poddały się ukraińskiej władzy. Są one w posiadaniu broni i umiejętności, które na polu walki są potrzebne. Jak powiedział mój znajomy: „Skoro ci ludzie zabijali i widzieli, jak zabija się ich kolegów, to przecież nie pójdą sprzedawać w sklepie”. Jak się zdaje to jest największym zagrożeniem dla aktualnej ukraińskiej władzy. Kto wie, może to ci ludzie będą chcieli ruszyć na Krym? Do dowództwa armii zaufanie stracili już dawno.

Podziel się: