Problem aborcji – rozwiązanie.

Podziel się:
problem aborcji

Problem aborcji poróżnia nawet najbardziej hermetyczne i spójne środowiska.

Zarówno wśród zwolenników państwa opiekuńczego, jak i wśród skrajnych libertarian, ludzie dotychczas zgodni w stu procentach co do poglądów swojego ugrupowania, nagle uruchamiają szaloną karuzelę wyzwisk, oskarżeń, filozofowania i innych zbędnych zachowań. Oczywiście drogą eliminacji większego zła, doszlibyśmy do optymalnego zdania w tej sprawie, ale nawet gdyby naukowo udowodnić które rozwiązanie jest najlepsze i tak znalazłoby się od groma ludzi, podważających słuszność owej solucji. Zatem tym artykułem nie chcę przedstawiać mojego stanowiska w tej sprawie, a przedstawić problem aborcji nie jako właśnie problem, a chorobę. A jak mówi stare porzekadło: chorobom lepiej zapobiegać, niż je leczyć!

Zamiast zastanawiać się, czy i kiedy dać kobietom prawo do usuwania płodu (lub człowieka!) ze swojego ciała, jednocześnie go zabijając, zastanówmy się lepiej, co zrobić, aby ów problem przestał występować. Wiadomo oczywiście, że chodzi tutaj o niechcianą ciążę. Ciąża taka nie jest niczym innym, jak skutkiem nieodpowiedzialności i głupoty ludzi, inaczej tego nie nazwę. Oczywiście, zdarzają się bardzo, bardzo nieliczne przypadki, gdy prezerwatywa pęka, gdy mężczyzna „kończy”, a para była odpowiednio dojrzała i zabezpieczona. Ale przypadki dojrzałych i przygotowanych par z owym problemem są bardzo rzadkie i prawie zawsze pomaga tutaj antykoncepcja postkoitalna.

Rzeczami, które powodują problem aborcji, są raczej głównie młode dziewczyny, nieodpowiednio traktujące swoje ciała, źle rozporządzające nim podczas imprez. Obok nich, są uwiedzione partnerem nastolatki, z powodu młodzieńczej miłości gotowe na spełnienie każdej zachcianki swojego chłopaka. Z drugiej strony mamy nachalnych samców, pod wpływem emocji i pożądania niezważających na odpowiednie zabezpieczenie się, oraz gwałcicieli.

Co jest zatem przyczyną problemu niedostosowania się partnerów do przecież wszystkim znanych metod zabezpieczania się? Oczywiście głupota, a ta jest wynikiem braku wiedzy i doświadczeń, co czyni problem aborcji ogromnym banałem, z którym nie umie sobie poradzić żaden rząd. Bierze się to stąd, że wielu ludzi traktuje seks jako zabawę, a nawet za coś niewartego większego poświęcenia czasu na przygotowanie się. Źródłem wiedzy powinna być edukacja seksualna, przygotowująca od młodzieńczych lat nasze dzieci do odpowiedzialnego współżycia. Ale ta edukacja nie powinna być odgórnie planowana przez rząd, a nauczana w domach, przez rodziców, którzy nie mogą bać się rozmawiać na takie tematy z dzieckiem. Mówią, że „mądry Polak po szkodzie”. Wiadomo też, że umysł dziecka jest bardzo plastyczny, a zarazem ciekawski – dlatego dziecko interesuje się ogniem i ciekawi on je, ale nigdy już go nie dotknie, gdy się raz oparzy. Problem leży w tym, że oparzenie się zagoi i przestanie boleć, a dziecko, na które nie ma środków i chęci, niestety pozostaje. Nie możemy więc zostawić kwestii odpowiedzialności seksualnej na ludziach i nauce na błędach. Powinniśmy radykalnym obniżeniem podatków doprowadzić do sytuacji, w której oboje rodziców nie musi pracować na utrzymanie dziecka, lub oboje mogą pracować na pół etatu. W takiej rodzinie wystarcza czasu na odpowiednie wyedukowanie dziecka, aby nigdy nie doprowadziło do niechcianej ciąży, swojej, lub swojej partnerki. Problem aborcji zacząłby wtedy zanikać w bardzo szybkim tempie.

Kolejnym źródłem głupoty, oprócz niewiedzy, są fałszywe przekonania, populistyczne podejście i nieodpowiednie autorytety. Mowa tutaj oczywiście o lewicowej propagandzie, promującej zboczenia, LGBT, feminizm, pokazującej „wpadki” seksualne znanych osobistości; przemysł muzyczny, pchający w mózgi młodych ludzi nieodpowiednie treści i wiele, naprawdę wiele innych głośnych tematów. W głowie 13-14 latka tworzą się myśli pokroju: „muszę zaliczyć przed kumplami”, zamiast myśli o tym, żeby dobrze skończyć szkołę, zarabiać pieniądze i dzięki nim być gotowym na założenie stabilnej rodziny. Dzisiaj niejednokrotnie widuję dzieci, których wiek nie przekracza dziesięciu lat, a stoją z papierosami w ustach i zarzucają tekstami pokroju „chyba ciebie r*chają”. Bardzo mnie to smuci, gdyż takie dzieci, gdy dorosną, będą jednym z najgorszych pokoleń, jakie w naszym kraju istniały – problem aborcji będzie niestety dotykał część z nich

Oczywiście, nie popieram żadnego tępienia osób homoseksualnych, ani innych rodzajów zboczeń. Mam na myśli to, że ich parady, promujące tego rodzaju zjawiska, nie powinny być dozwolone. Należy dać tym ludziom jakieś możliwości zawarcia związku partnerskiego, aby mogli wspólnie zarządzać majątkiem, czy odwiedzać siebie w szpitalach w kryzysowych sytuacjach, zapisywać sobie spadki, itd. Nie należy jednak pozwalać im na adopcję dzieci, ani promowania swoich zachowań. Nie wynika to w najmniejszym stopniu z przekonań, bo one są kwestią subiektywną – wynika to z obiektywnej fizjologii człowieka, naszego sposobu prokreacji i naszej natury: takie zachowanie po prostu przeczy naszemu gatunkowi! Jeśli para homoseksualna chce za zamkniętymi drzwiami robić ze sobą różne rzeczy, to nikomu nie wolno się do tego wtrącać. Ale nie wolno także nikomu z nich demoralizować dzieci!

Pozostaje jeszcze kwestia antykoncepcji postkoitalnej. Występuje ona głównie w postaci tabletki, niedopuszczającej do owulacji, lub zagnieżdżenia się zarodka. Jak wiadomo, kobieta ma dni płodne w dniu owulacji, oraz bliskich jemu dniach, biorących pod uwagę nieregularność cyklu, oraz fakt, że plemniki w ciele kobiety mogą przeżyć kilka dni. Metoda ta pomaga w ponad 99% przypadków „wpadek”, jeśli tabletka zostanie spożyta w ciągu doby od współżycia (wraz z upływem czasu, skuteczność maleje). Metoda ta nie powoduje w żadnym przypadku poronienia, więc nie wolno mylić jej z aborcją, lub pigułką wczesnoporonną!

Owe tabletki powinny być używane w skrajnych przypadkach, gdy „zabezpieczenia” zawiodą, nie częściej niż jeden raz na cykl owulacyjny, a po ich użyciu należy najlepiej powstrzymać się od współżycia, aż do wystąpienia miesiączki. Metoda ta działa nie za dobrze na niektóre kobiety, dlatego w żadnym wypadku nie może być używana jako zamiennik powszechnej antykoncepcji! Obecnie cena tabletki EllaOne (bez recepty!) wynosi w aptekach od 110, do 150 złotych. Moim zdaniem jest to rozwiązanie idealne, gdyż wysoka cena powstrzyma pokusę co do takich zachowań, a radykalna obniżka podatków, już przeze mnie tutaj opisana, uniemożliwi jej refundację. Tabletka powinna służyć jako rozwiązanie w przypadku gwałtu – zgwałcona kobieta pozbędzie się w ten sposób zagrożenia na własną rękę i nie będzie przeżywać wyrzutów sumienia, spowodowanych usunięciem ciąży, gdyż ta tabletka do ciąży po prostu nie dopuści. Oczywiście w przypadku gwałtu, koszt tabletki powinien zostać pokryty przez gwałciciela, któremu nawiasem mówiąc – i w pełni od siebie – powinno się również załatwić zabieg usunięcia jąder.

Myślę, że takie rozwiązanie jest w stanie zadowolić kobiety, wierzących i wolnościowców – lepiej zapobiegać, niż leczyć, a postkoidalna tabletka, to wciąż zapobieganie! Problem aborcji bezproblemowo daje się rozwiązać opisanymi powyżej solucjami – jeśli uważasz przeciwnie, zanim skomentujesz, pamiętaj, aby podać przykładową sytuację, w której te rozwiązania zawiodą.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że władza i feministki wkrótce przestaną udawać, że nie widzą podanego przeze mnie rozwiązania problemu – bo jest on bardzo prosty i logiczny, w pełni satysfakcjonujący wszystkie strony barykady. Wątpię, by szybko się to zmieniło: aborcja to idealny temat zastępczy, poruszający emocje każdego z nas i ci, którzy odpowiadają za media i propagandę, prędko z niego nie zrezygnują.

Na koniec zapraszam Cię także na mój fanpage i kanał na Facebooku, oraz do polubienia fanpage OdbudowaRP, w prawym górnym rogu tej strony. Zaś klikając tutaj, trafisz na listę wszystkich moich artykułów.

Podziel się: