TTIP – powtórka z ACTA? Krok ku NWO?

0
Podziel się:
ttip

Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji – Transatlantic Trade and Investment Partnership, TTIP, to bardzo kontrowersyjne porozumienie między USA i Unią Europejską, w teorii mające doprowadzić do wolnego handlu między tymi obszarami, a w konsekwencji podnieść PKB Stanów Zjednoczonych i krajów członkowskich Unii. Wszystko pięknie, więc o co tyle krzyku..?

Okazuje się jednak, że TTIP może być takim samym problemem, jak Anti-Counterfeiting Trade Agreement, ACTA, przeciwko któremu całymi krajami protestowaliśmy na ulicach. Dlaczego? Wszystko dzięki cenzurze, która obejmuje większość protestów. Czy wiedziałeś/aś, że przeciwko temu porozumieniu, w Berlinie, protestowało… prawie MILION ludzi?! Podobne protesty mają miejsce w całej Europie, o czym ani razu nie poinformowała nas telewizja… Stacje telewizyjne miesiącami unikają tego tematu, wspominając o nim raz na jakiś czas, o późnej godzinie, na najmniej oglądanym ze swoich kanałów, „dla świętego spokoju”. I właśnie z tego powodu coś tutaj śmierdzi. Śmierdzi na kilometr.

ttip
image from www.popularresistance.org

Prace nad porozumieniem transatlantyckim trwają za zamkniętymi drzwiami, co jest kolejnym powodem do zmartwień – prawo jest tworzone za naszymi plecami, a żaden z wybieranych przez nas urzędników unijnych nie deklarował chęci tworzenia takich porozumień. Niestety, obywatele krajów UE nie mają wpływu na niektóre (ważniejsze!) stanowiska w Unii, więc swoim członkostwem możemy sporo przypłacić.

Kolejną złą wieścią jest dla nas fakt, że TTIP prawdopodobnie będzie ograniczać nam dostęp do Internetu, a w zasadzie „kontrolować” go. Wszyscy pamiętamy to, co miało się dziać po wprowadzeniu ACTA – problemy z prawem za cytowanie piosenek, czy chociażby nagranie filmiku w wiadomości prywatnej, w którego tle leci film, lub utwór, nawet legalnie zakupiony. Takie przepisy są na tyle absurdalne, że nawet lewacka hołota z Brukseli nie może w nie wierzyć – takie coś musi mieć drugie dno…

Być może system „kontrolujący” nas, będzie sprawdzał, czy nie rozpowszechniamy w internecie treści konserwatywnych, lub wolnościowych, a następnie dopisywał nas do listy osób, które będą oskarżane o „cytowanie”? Zabiegów, które może podjąć ktoś, kto jest pomysłodawcą tego porozumienia, jest wiele, a jedne są straszniejsze od drugich. Jedno jest pewne: dokument ten będzie ograniczeniem naszej wolności, a władze robią wszystko, by nie było głośno na jego temat…

Podziel się: