Żołnierze Wyklęci- bandyci czy bohaterowie?

0
Podziel się:
Wyklęci

Długo zastanawiałem się nad napisaniem tego artykułu, wszak napisać chcę o temacie bardzo świeżym, który nie został rozjechany jeszcze publicystyczną tyralierą, a i politycy dopiero zaczynają go podgryzać. 1 marca obchodziliśmy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych i po raz pierwszy obchodzony był on z takim zaangażowaniem.

PiS w pełni wykorzystał swoje propagandowe możliwości do nagłośnienia tego święta w mediach, ale nie tylko PiS włożył w to swoje siły. W całym kraju odbywała się masa okolicznościowych imprez jak „Namioty Wyklętych”, czy maratony „Wilczym Szlakiem” i inne. Ten jakże istotny dla całego kraju przekaz, wyraźnie się przebił. Abstrahując od dobrego pod względem politycznym ruchem PiS-u, którego celem jest ściągnięcie młodego, patriotycznego elektoratu, przejdźmy do samego sedna.

A więc mamy długo wyczekiwane, godne upamiętnienie żołnierzy powojennego antykomunistycznego podziemia. Mamy, udało się to osiągnąć, ale co teraz? Ano teraz nadszedł czas na skrajności, które wcześniej były także nieco za parawanem. Z jednej strony rozpocznie się rozpaczliwy i pełen złych emocji krzyk przeciwników upamiętnienia Wyklętych, z drugiej natomiast bezkrytyczne spojrzenie na partyzantów, którzy byli ludźmi jak każdy z nas i podejmowali, również jak każdy, nie zawsze dobre decyzje. Ale przecież wiemy, że w Polsce nic bez kłótni przejść nie może. Jednak która ze stron ma rację, a która tej racji zdecydowanie nie ma, to już inna kwestia. Obie sporne koterie mają do przekazania pewne ważne zdania i myśli, ale pełnia prawdy nie stoi po żadnej ze stron.

Przeciwnicy będą poruszać dość wrażliwą strunę, czyli mordów ludności cywilnej, których dopuszczał się margines podziemia niepodległościowego. Najmocniej znane są niejasności wokół Józefa Kurasia ps. „Ogień”. Nie ma jednak żadnych dowodów na jego winy, a opieranie się na sfabrykowanych przez komunistów dokumentach także nie może dawać, choć pozorów wiarygodności. Niejasna jest też kwestia wyroku, który wydała na niego AK. Kara była taka, jaka wówczas zapadała najczęściej, czyli śmierć. Jednak tak naprawdę nie wiadomo czy wyrok ten miał w ogóle miejsce, a nawet jeżeli miał to został unieważniony. Drugą dość istotną osobą jest Józef Zadzierski ps. „Wołyniak”, który na Rzeszowszczyźnie zabijał cywilną ludność narodowości ukraińskiej i żydowskiej. Bronił Polaków przed UPA i sowietami, ale sam przyjął ich metody działania. Ale jeżeli ktoś krytykuje Zadzierskiego, musi również jasno sprzeciwić się metodom ukraińskiego dążenia do niepodległości, a ponadto ludobójstwom dokonywanym przez rosyjskich komunistów. Ale wojna tak często wygląda. I nie mówię tego w celu obrony takich zachowań. Czasy szlachetnych wojaków już dawno minęły, o ile w ogóle kiedykolwiek były, a wiek XX ukazał nam najgorszą stronę człowieczeństwa.

Z drugiej strony zwolennicy oddawania czci tym ludziom używać będą znów argumentów innych, które moim zdaniem są bliższe prawdy, jednak jej pełni nie osiągają. Będą mówić o bohaterskim poświęceniu, walce o ideały i o wolną Polskę. Będą wspominać o dążeniu do samostanowienia i niezależności. I przecież będą mieć rację, bo czym innym była ta walka? To nie było przyzwyczajenie do adrenaliny, które pozostało z czasów walki z niemieckim okupantem. To była tragiczna walka o siebie, bo jaka była inna droga? Sowiecka katownia, która nie szczędziła nikogo. Nawet IV Zarząd WiN, na czele z płk. Łukaszem Cieplińskim, choć przyjął całkowicie inną, bezkrwawą metodę działania zakończył swoje życie w komunistycznym więzieniu. Jednak co robi człowiek, któremu ktoś siłą wchodzi do domu? Ma się bezczynnie patrzeć i czekać na rozwój sytuacji? Innej drogi dla tych ludzi nie było, a ich bohaterstwo stało się ich przekleństwem.

Jak więc należy postępować, jaką przyjmować narrację, mówiąc o Wyklętych? Czy należy ich krytykować i negować ich dokonania, bo nie osiągnęli założonego celu, czy raczej mówić o poświęceniu i kryształowym bohaterstwie? Tu nie ma prostej odpowiedzi, najważniejsza jest pamięć i szacunek. W tych dwóch słowach wszystko się powinno zaczynać i kończyć. A co do zwycięstwa i marginalnych przewin walczących, to odnotować warto, że Amerykanie idąc w stronę Berlina, nie byli Akcją Humanitarną. Częste były gwałty, samosądy oraz mordowanie jeńców nagminnie tuszowane przez dowództwo. Słynny ze swojego mało empatycznego podejścia do wroga był generał George Patton, a najbardziej znana masakra popełniona przez amerykańskie wojska, to masakra w Dachau. Zabito tam, pomimo obowiązującej Konwencji Genewskiej około 560 żołnierzy SS. Ale czy Amerykanie się tego wstydzą? Raczej o tym nie wspominają, choć w Europie spektakularnego sukcesu nie udało im się osiągnąć. A Polscy „realiści historyczni” stworzyliby na ten temat kilkanaście książek.

Jednak wracając do jakże istotnej kwestii podjętych działań zbrojnych, to nie wszyscy są politykami, a charaktery ludzkie też błogosławieństwem często nie są. Jedni obrali drogę „miękkiej kolaboracji”, jednak dziś o tych ludziach mało kto pamięta. Wszak ludzie nie lubią osób niejasnych. Mało kto pamięta o margrabim Wielopolskim, a jeżeli już ktoś wie cokolwiek o nim, to wypowiada się raczej negatywnie. Nie wszyscy mieli złe motywacje, jednak czas ich zweryfikował. To, że Wyklęci po kilkudziesięciu latach niebytu, znaleźli swoje miejsce w historii, to ich zwycięstwo. Czy pamiętalibyśmy o nich, gdyby obrali inną drogę? Z tego też powodu, choć niektórzy powiedzą, że sensu ich poświęcenie nie miało, warto nad ich działaniem pochylić głowę. Niekoniecznie w celu weryfikacji legendy…

Podziel się: